2cellos - relacja z koncertu 02.07.2016
Jak to właściwie się zaczęło?
Przybywamy na
miejsce 20 minut przed
czasem. Trg Tomislava (Plac Tomislava) pęka w szwach. Wygląda na to, że wielu ludzi przybyło tutaj kilka dobrych godzin wcześniej. Niestety nie należę do wysokich osób, więc
mam problem ze znalezieniem miejsca, tak, abym widziała cokolwiek. W końcu
udaje mi się przecisnąć przez tłum i zajmuję średnio wygodną pozycję pomiędzy
innymi osobami. Znajduje się ona tuż za lokacją nagłośnieniowców. Przynajmniej
dobrze widzę 1. ekran, który pokazuje co się dzieje na scenie. Wielu ludzi jest
zniecierpliwionych czekaniem. Człowiek na człowieku... Daje się wyczuć
nerwowość, a nawet pot w powietrzu. Żaden komar się tu nie przeciśnie, o nie!
Nic dziwnego w końcu to długo wyczekiwany koncert i to w dodatku za darmo, z
okazji 5-cio lecia sławnego duetu.
Początek
Niektórzy są
naprawdę rozczarowani, bo zamiast 2cellos o 21-szej występ rozpoczął The
Leading Guy. Sam jeden z gitarą wypadł bardzo pozytywnie! Brzmieniem i stylem
przypomina mi Passenger-a, jak ktoś lubi - będzie zachwycony.
Gwiazdy nasze: 2Cellos,
pojawiają się nieco przed 22. Od razu wielki krzyk, jakby się dało zemdleć w
tym tłumie, pewnie wiele osób by zemdlało. O mój Boże! Oni są tutaj naprawdę!
Po tylu latach oglądania ich na YouTube i w TV w końcu będę miała okazję
posłuchać ich na żywo i obejrzeć na żywo, na telebimach!! Co za szczęście, że
mam przy sobie małe krzesełko, na które się wdrapałam, a które to pozwala mi
widzieć głowy Stjepana i Luki (wielkości małego groszku hen w oddali na scenie,
ale jednak!! oni są tutaj!!).
Dobra večer...
Przywitali się
żartobliwie - tak w ich stylu. Wspomnieli np. że jak ktoś zna teksty piosenek -
niech śpiewa, bo oni ich nie znają. Stwierdzili również, że można skakać,
tańczyć, ale nie rzucać rac na scenę (co było nawiązaniem do meczu Chorwackiej
reprezentacji na Euro2016, kiedy to ich rodacy-kibice wrzucili na murawę race i
wielka to była hańba). Zaczęli
spokojnie, klasycznie, nawet nieco za spokojnie... Na szczęście powiedzieli, że
to nie jest koncert muzyki klasycznej. No i zaczęło się!
Po kilku
spokojnych numerach zaczęli chyżo śmigać smyczkami po swoich wiolonczelach i zadziałała
magia. Pot - zniknął, dźwięk - popłynął, radość - przybyła, zmęczenie -
ulotniło się, jedność - nastała. Ludzie wesoło klaskali, śpiewali i cała ta
wielka masa sardynek na Placu Króla Tomislava - falowała w rytm kolejnych
utworów. Tak właśnie działa moc muzyki, dobrze zagranej i prowadzonej przez
chłopaków. Nie miało znaczenia czy jestem pod sceną (no dobra, pewnie bym
zemdlała, a tak przynajmniej nie straciłam koncertu!), czy na końcu tłumu
(okay, byłam za środkiem, ale jednak nie całkiem daleko i widziałam na
ekrany!), czy ich widziałam na żywo (małe główki na scenie, ale jednak!) -
bawiłam się znakomicie. Zniknęły nawet granice wieku np. była tu nie jedna starsza
Pani, która skakała dłużej i lepiej niż młode dziewczę (choćby taka np. ja, która nie narzeka na kondycję).
A na deser dla głodnych:
Nie zapomniałam o
was moi czytelnicy... Nie. Nagrałam tak jak umiałam najlepiej kilka kawałków.
Część z nich wyrzuciłam, bo to nie to samo co na żywo, a kilkoma podzielę się z
Wami. Jakość jest jaka jest i proszę wziąć pod uwagę wcześniejszy opis
sytuacyjny. Dobrze jest :)
Ten kawałek dobrze oddaje atmosferę:
Były też pewne niespodzianki jak np. Olivier Dragojević oraz to:
A ponieważ 2Cellos to gwiazdy na międzynarodowym poziomie nie mogło zabraknąć i zagranicznego gościa, kto zna tego pana?
Jak już posłuchaliście Zuccero to czas posłuchać czegoś na ochłonięcie - Vilo moja, wszyscy mieli dreszcze, wszyscy śpiewali, oni płakali, ja płakałam... :
I tym pięknym akcentem kończę moją relację. Mam nadzieję, że się Wam podobało?
PS: Dla chętnych> udało mi się znaleźć dobrej jakości podsumowanie z YouTube, filmik lepszej jakości, kogoś, kto miał szczęście stać bliżej:
- Magdalena Helena
Komentarze
Prześlij komentarz